Wystarczyłaby mądrość sędziów

Felieton Michała Tomczaka w dzienniku "Rzeczpospolita" z dnia 15 września 2016 roku (dodatek: Praca i ZUS).

Sąd Najwyższy rozstrzyga mnóstwo spraw i naprawdę trudno twierdzić, że wszystkie, czy choćby większość z nich ma znaczenie dla praktyki sądów powszechnych. Z drugiej strony SN oczywiście nie jest trzecią instancją. Gołym okiem prawnika praktyka widać, że tzw. chwytanie kasacji jest zjawiskiem mocno przypadkowym. Zależy od tego, czy konkretna sprawa budzi zainteresowanie akurat tego sędziego, do którego trafiła ona w ramach tzw. przedsądu.

Z całym szacunkiem, ale trudno w tym wszystkim dopatrzeć się logiki. To gra przypadku. Oczywiście, inteligentny prawnik stara się wydedukować jakąś przewidywalną ścieżkę. Na ogół Sąd Najwyższy ma ochotę wypowiedzieć się wtedy, gdy co najmniej jeden z wyroków wydanych po drodze, czyli przez sądy powszechne, ma być zakwestionowany w sposób systemowy i fundamentalny, a jeszcze lepiej – gdy wskutek kasacji podważane są wyroki obu sądów.

To jest oczywiście zrozumiałe, gdyż rolą SN jest wyznaczanie linii orzecznictwa, a to najlepiej zrobić wobec wyroków, które się kwestionuje. Bo gdy wyrok utrzymuje się w mocy, powstać może niejasność, czy utrzymanie opiera się na tych samych motywach, co sam wyrok wydany przez sąd rejonowy, okręgowy czy apelacyjny.

Nie zmienia to niestety systematycznego nasilania się inflacji stanowisk prawnych Sądu Najwyższego. Skutek tego jest taki, że pisanie pism procesowych adresowanych do sądów polega w dużej mierze na wybieraniu odpowiednich orzeczeń SN korzystnych dla uzasadnienia stanowiska strony właśnie reprezentowanej. Oczywiście u pełnomocników taki dobór często opiera się na manipulacji lub po prostu na niezrozumieniu tego, co w poszczególnych przypadkach powiedział Sąd Najwyższy. Problem jednak w tym, że ta postępująca nadprodukcja wyroków umożliwia takie dwuznaczne zabiegi, a sąd orzekający w konkretnych sprawach często się w tym gubi i nie uwzględnia nawet takiego poglądu SN, który ma największy sens i wyznacza rzeczywiste przekonania najwyższego sądu.

Po prostu w bardzo wielu procesach odbywa się swoista szermierka na orzeczenia, a każda strona wyciąga na stół sędziowski po 10 orzeczeń rzekomo zgodnych, z reprezentowaną tezą. Rzecz jasna są one bardzo często kontekstowe i oparte na specyficznych stanach faktycznych, Faktem jest jednak, że skoro pochodzą od SN i są publicznie dostępne, zmuszają sądy powszechne co najmniej do nabrania wątpliwości, a nierzadko – do odejścia od własnych przekonań.

Nie miejmy najmniejszych złudzeń, że sąd powszechny będzie rzeczywiście analizował orzecznictwo SN w każdej pospolitej sprawie. Sędziowie nie mają na to ani czasu, ani głowy. Powołując się na nieogarnione i niepoliczalne orzeczenia SN, oddziałujemy lub staramy się oddziaływać na sąd powszechny przez podświadomość, robiąc wrażenie i efekt przygwożdżenia, a nie za sprawą rzeczywistej tożsamości czy analogiczności argumentacji w stosunku do tej, która zawarta jest w powołanym wyroku czy uchwale.

Nie jestem pewien, czy SN po to wydaje i publikuje wyroki, aby używać ich w taki pokrętny sposób (w nowoczesnym języku polskim sformułowanie „nie jestem pewien”oznacza, że uważam całkiem inaczej). Zdaje mi się, że w prawie pracy bywa jeszcze gorzej niż w prawie cywilnym. W prawie pracy jest bowiem znacznie mniej fundamentów, aksjologii, dlatego tu dużo więcej kazuistyki, czyli właśnie tych wyroków, którymi żywią się doradcy prawni w swoich manipulacyjnych praktykach.

Co z tym zrobić? Nie wiem, bo chyba nikt nie wie. W tej chwili najbardziej praktycznym rozwiązaniem byłby ograniczony choćby powrót do wytycznych wymiaru sprawiedliwości i praktyki sądowej w kształcie zbliżonym do tego, jaki obowiązywał w Polsce Ludowej. Znam, znam te wszystkie jęki konstytucjonalistów. Po prostu przydałoby się jednak systemowe rozwiązanie, które po pierwsze pozwoli dowiedzieć się, co naprawdę Sąd Najwyższy uważa w ważnych sprawach – nie ad casu, tylko w ogóle, na podstawie doświadczenia i wiedzy. Po drugie konieczne jest takie rozwiązanie, które pomoże ujednolicić praktykę, gdyż nieprzewidywalność wyroków jest największą zmorą.

Wbrew pozorom sądy potrzebują wyraźnego wskazania zasad rozumowania i orzekania, nie zaś setek i tysięcy wyroków, z którymi wszyscy w obrocie prawnym robią dowolny użytek, deprecjonując rolę SN. Starych, niewiążących konstytucyjnie wytycznych, np. tych z 1985 r. dotyczących rozwiązywania umów w prawie pracy sędziowie używają do tej pory, choć oczywiście w wyrokach powoływać się na nie wypada. Podobnie jest w kilku innych dziedzinach prawa, bo przemyślane, oparte na wieloletnim doświadczeniu wytyczne zachowały swoje intelektualne i zawodowe znaczenie. I nie trzeba było do ich wydania pytań sądów powszechnych ani formułowania doniosłych zagadnień prawnych przez strony. Wystarczyła jedynie mądrość sędziów.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

Kancelaria rozwija praktykę transakcyjną, nieruchomościową i okołogiełdową.

Obsługując ponad 100 podmiotów gospodarczych rozwija także praktykę korporacyjną.

Kancelaria Prawa Pracy, FATCA i Prawo Piłki Nożnej to kolejne dziedziny specjalizacji Kancelarii. Kancelaria i jej prawnicy rozwinęli szereg węższych, ścisłych specjalizacji prawniczych, opierając je na dotychczas zdobytym w tego typu sprawach doświadczeniu.

 Do góry