Wina i kara prezesa

Felieton Michała Tomczaka w dzienniku "Rzeczpospolita" z dnia 22 września 2016 roku (dodatek: Praca i ZUS).

Dawno temu, po wprowadzeniu Prawa upadłościowego i naprawczego w 2003 roku, bezpośrednio po wejściu w życiu nowej ustawy złożyłem wniosek o ogłoszenie upadłości spółki należącej będące franczyzą dużej międzynarodowej sieci handlowej. Sprawę jako sędzia komisarz prowadził obecny klasyk prawa upadłościowego, autor komentarzy jeden ze współtwórców obecnych zmian w prawie upadłościowym i prawie restrukturyzacyjnym.

Zarząd w firmie prowadzonej według standardów międzynarodowych, miał wysokie pensje. Wniosek upadłościowy dotyczył upadłości z układem, zarządowi odebrano zarząd, ustanowiono zarządcę (z układu nic nie wyszło, co było dla mnie oczywiste od pierwszej rozmowy z zarządcą, ponieważ zarządcami byli – i niestety nadal w większości przypadków są – syndycy, więc dlaczego mieliby oni się znać na naprawianiu biznesu?).

Nasz sędzia komisarz podjął wówczas decyzję, opartą na nowej ustawie – art. 129 – o uznaniu za bezskuteczne wynagrodzeń zarządu w wysokości przekraczającej wynagrodzenie wynikające z ustawy kominowej.

W tamtym czasie decyzję ową przyjąłem niemal z oburzeniem, bo co ma ustawa kominowa, populistyczna regulacja limitująca wynagrodzenia w firmach państwowych do prywatnego biznesu – członkowie zarządu mieli ważne, wiążąc umowy o pracę których zarządca nawet nie rozwiązał.

Przepis od roku 2003 zmienił się kilka razy, niewątpliwie w stronę racjonalną, ponieważ w tej chwili, od 2009 roku, można ubezskuteczniać wynagrodzenia zarządców nawet do sześciu miesięcy wstecz przed ogłoszeniem upadłości.

Pojawił się też najgłębiej logiczny przepis zgodnie z którym punktem odniesienia wynagrodzenia zarządcy ustanowionego ma być okoliczność ustanowienia syndyka lub zarządcy.

W większości tych bowiem przypadków, gdy ustanowiony został zarządca – obecnie kwestia ta dotyczy przede wszystkim postępowań restukturyzacyjnych – w sytuacji, gdy zarząd przedsiębiorstwem został odebrany, dotychczasowi zarządcy często nie mają zupełnie nic do roboty, są, prawdę mówiąc niepotrzebni.

Obecna regulacja stanowi więc podsumowanie wszystkich doświadczeń i zmian legislacyjnych jakie miały miejsce w przepisach prawa upadłościowego od 2003 roku. Czyli:

1) wynagrodzenie może zostać uznane za bezskuteczne (czyli po ludzku mówiąc nie należy się) bez względu na to, w oparciu o jaki tytuł wykonywane jest zarządzanie spółką:

2) ubezskutecznić je można do sześciu miesięcy wstecz, bez względu na fakt dokonania wypłaty – co jest oczywiście odpowiedzią na znaną od dawna praktykę podwyższania wynagrodzeń w obliczu upałości;

3) punktem odniesienia dla ustalenia wysokości wynagrodzenia jest zarówno rzeczywisty nakład pracy (co oczywiście należy do oceny sędziego komisarza), jak również, w przypadku wynagrodzenie po ogłoszeniu upadłości, fakt powołania syndyka lub zarządcy;

4) do tego należałoby dodać możliwości skrócenia okresu wypowiedzenia wynikającą z kodeksu pracy, jak również możliwości rozwiązania umów o świadczenie usług wynikające z Prawa upadłościowego i Prawa restrukturyzacyjnego.

Wszystko byłoby w najlepszy porządku, powyższe przepisy pod warunkiem przyzwoitego ich stosowania (ale to dotyczy wszelkich przepisów) mają sens. Z jednym wszakże koniecznym zastrzeżeniem.

W nowym Prawie upadłościowym stworzony został najzupełniej inny system podziału na kategorie wierzycieli. Według dotychczasowych doświadczeń prawników prowadzących upadłości – w tym moich doświadczeń – przynależność do grupy ogólnej (czyli dawnej czwartej) oznacza zwykle, że, mój drogi wierzycielu, nie dostaniesz nic.

Wynagrodzenia za pracę, czyli także wynagrodzenia członków zarządu tradycyjnie korzystały z uprzywilejowania, czyli należały do pierwszej kategorii. Nowe Prawo upadłościowe przynosi tu zasadniczą zmianę, ponieważ do pierwszej kategorii zaliczone zostały wynagrodzenia za pracę  z wyjątkiem roszczeń z tytułu wynagrodzenia reprezentanta upadłego lub wynagrodzenia osoby wykonującej czynności związane z zarządem lub nadzorem nad przedsiębiorstwem upadłego.

Czyli, niezależnie od tych wszystkich wysoce restryktywnych narzędzi mających na celu pomniejszyć wynagrodzenie zarządców na dokładkę trafiają oni do kategorii drugiej, wraz ze wszystkimi zwykłymi wierzytelnościami.

Tego już trochę za wiele. W takiej koncepcji jest element kary za spowodowanie upadłości. Jest to w moim przekonaniu założenie sprzeczne z rozwiązaniem systemowym. Polega ono moim zdaniem na tym, by za pomocą systemu surowej odpowiedzialności doprowadzać do eliminowania niewypłacalnych podmiotów (służą temu rozbudowane i uściślonej samego Prawa upadłościowego – art. 21). Tym samym patrząc na rzecz od strony aksjologicznej – z upadłością nie ma być związana żadna „wina”, za którą należałaby się „kara”. Wina i kara związane są niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości wtedy, kiedy trzeba.

Prowadzenie działalności gospodarczej związane jest z ryzykiem niepowodzenia, stąd cały system spółek, których głównym celem jest ograniczenie osobistej odpowiedzialności uczestników obrotu (Profesor Okolski pamięta, kiedyś powiedział, że przecież w nazwie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością od razu jest powiedziane, żeby za wiele od niej nie oczekiwać).

Więc to wynagrodzenie zarządcy, które nie jest nadmiernie, nie jest związane z pracą syndyka czy zarządcy, odpowiada nakładowi pracy i tak dalej – takie wynagrodzenie jest normalnym wynagrodzeniem za pracę. I nie powinno być traktowane inaczej niż jakiekolwiek inne wynagrodzenie za pracę.

A już zwłaszcza członek zarządu nie powinien być karany za upadłość, do której dochodzi ze stu piętnastu powodów innych niż złe zarządzanie.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

Kancelaria rozwija praktykę transakcyjną, nieruchomościową i okołogiełdową.

Obsługując ponad 100 podmiotów gospodarczych rozwija także praktykę korporacyjną.

Kancelaria Prawa Pracy, FATCA i Prawo Piłki Nożnej to kolejne dziedziny specjalizacji Kancelarii. Kancelaria i jej prawnicy rozwinęli szereg węższych, ścisłych specjalizacji prawniczych, opierając je na dotychczas zdobytym w tego typu sprawach doświadczeniu.

 Do góry