Powszechne domniemanie kłamstwa

Niebezpieczną cechą pewnego wieku – na szczęście ogólnie znaną i dzięki temu zdemaskowaną – jest przypisywanie dawniejszym czasom lepszych właściwości w stosunku do czasów obecnych. Taka idealizacja otwiera się słowem „kiedyś to”, co dla pewnego wieku jego słowem tyleż charakterystycznym, co takim, którego raczej należy się wystrzegać. Będę uważać, choć czasem trudno.

Mam dojmujące wrażenie, że w polskich sądach prawda przeżywa ciężki kryzys. Znów, zastrzegę, wcale nie jestem pewien, czy „kiedyś” było dużo lepiej, ale faktem jest, że dzisiaj ludzie łżą na potęgę. Nic tu nie pomaga składanie przyrzeczeń czy zeznawanie pod odpowiedzialnością karną.

Najgłębszą istotą rzeczy jest chyba to, że prawda jako taka nie jest żadną, samoistną wartością. Powszechnie, najwyraźniej nie wierzymy, że mówienie prawdy w ostatecznym rachunku spraw doczesnych jest tym, co nadaje sens naszej obecności w świecie.

Prawda i prawo stoją lub też powinny stać bardzo blisko siebie, w jednym szeregu. Poziom nieprawdy w społeczeństwie jest jego indywidualną miarą i myślę, że społeczeństwa i narody najbardziej się między sobą pod tym względem różnią. Na filmach amerykańskich (skąd, jak pisałem wcześniej, czerpię moją wiedzę o Ameryce) widać wyraźnie, jak ciężkim przestępstwem i jak poważnie traktowanym jest kłamstwo wypowiedziane pod przysięgą (purgery A CZY TO NIE perjury?). W oczywisty sposób w kulturze purytańskiej, na której zbudowany jest system prawny Stanów Zjednoczonych, doczesność i grzech w doczesności są zupełnie inaczej traktowane niż w kulturze katolickiej. Nie jestem pewien, czy jestem odpowiednio intelektualnie umocowany, aby kontynuować ten niebezpieczny, historiozoficzno-religioznawczy wątek. Jeżeli natomiast chodzi o wiedzę o erozji prawdy w polskich sądach, to jestem bardzo dobrym źródłem.

W prawie karnym jest uświęcona zasada, że oskarżony ma prawo kłamać – wcale nie jestem przekonany, czy takie jednoznaczne postawienie sprawy miało i ma nadal sens, ale tego nie zmienimy. Nie wiedzieć jednak dlaczego, ta zasada rozciągnęła się w perwersyjno-zepsutej formie na inne dziedziny prawa, w tym na prawo pracy, i przybrała taką treść, że każdy ma prawo kłamać we własnym interesie. W odpowiedzi na to sądy, chcąc nie chcąc, posługują się całą serią niepisanych domniemań w ocenie zeznań świadków. Te pseudo-domniemania ukształtowały nową rzeczywistość sądowo-prawną. Skutek tego jest taki, że teraz ten, kto przyjdzie do sądu z zamiarem mówienia prawdy, wyjdzie na idiotę albo w najlepszym razie - na ciężkiego frajera.

W prawie pracy początkiem nieprawdy tradycyjnie były opinie o pracownikach, z których wynikało, że wszyscy pracownicy są, czyli byli wybitni i właściwie nie wiadomo dlaczego ich zwolniono. Nad tymi opiniami ciążyła kultura „instytucjonalnej nieprawdy”, czyli owa dramatyczna nieumiejętność napisania krytycznej oceny bez narażania się na zarzut złośliwości czy szkodzenia ludziom (którzy przecież i tak z pracy odeszli).

W sądach już samo myślenie sądu i uczestników procesu jest głęboko zepsute tymi domniemaniami, które co do zasady bez wyjątku opierają się na takim właśnie założeniu, że świadkowie mówią nieprawdę. Pierwsze z brzegu klasyczne domniemanie mówi, że pracownik, który nie pracuje już u pracodawcy będącego stroną procesu, jest bardziej wiarygodny, niż ten, który nadal pracuje. Czytaj: pracownicy zatrudnieni kłamią w obawie przed gniewem pracodawcy.

Drugie, równie klasyczne założenie mówi, że pracownik zwolniony dyscyplinarnie lub taki, któremu wypowiedziano umowę, jest mniej wiarygodny, niż ten, który sam odszedł z firmy. W tym pierwszym przypadku bowiem ten pracownik, jako świadek, będzie kłamał na rzecz innego pracownika, będącego powodem w procesie.

Takich niepisanych domniemań doświadczeni sędziowie mają w głowie dziesiątki – ich cechą wspólną jest właśnie założenie, że wersja wydarzeń, jaką przedstawi świadek, zależy od tego, jaki interes mu przyświeca. Czyli od świadków można oczekiwać różnych informacji, z których prawdziwa jest jedną z dopuszczalnych.

Oczywiście, wbrew surowym przykazaniom kodeksów, świadkowie (a często i sędziowie) nie potrafią oddzielić faktów od ocen, co zresztą bywa filozoficznie zawiłym zagadnieniem, jak i od różnego rodzaju wszechobecnych zniekształceń w postrzeganiu rzeczywistości, zależnych od nastawień, nastroju itp.

Nie o tym tu jednak piszę – piszę o świadomym przeinaczaniu własnej wiedzy o faktach pod kątem racji, które świadek uważa za „słuszną” czy „właściwą”. Wzorcem takie myślenia jest, niestety, polityka i powszechnie obecne w niej odgórne relatywizowanie wszystkiego na użytek bieżącej racji. W powszechności efektu erozji prawdy zawiera się swoisty triumf polityków i polityki, ale chyba nie jest to sukces, którego sobie najbardziej życzyli.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

Kancelaria rozwija praktykę transakcyjną, nieruchomościową i okołogiełdową.

Obsługując ponad 100 podmiotów gospodarczych rozwija także praktykę korporacyjną.

Kancelaria Prawa Pracy, FATCA i Prawo Piłki Nożnej to kolejne dziedziny specjalizacji Kancelarii. Kancelaria i jej prawnicy rozwinęli szereg węższych, ścisłych specjalizacji prawniczych, opierając je na dotychczas zdobytym w tego typu sprawach doświadczeniu.

 Do góry