Restrukturyzacja jako narzędzie do pozbycia się załogi

Felieton Michała Tomczaka w dzienniku "Rzeczpospolita" z dnia 6 kwietnia 2017 roku (dodatek: Praca i ZUS).

Prawo funkcjonuje w rzeczywistości społecznej, co jest tezą banalną, że aż wstyd, więc od razu powiem, o co mi chodzi.

Czasem ustawodawca wprowadza do systemu zmiany, o których wszyscy trąbią, jaka to będzie doniosła zmiana, lecz w końcu okazuje się ona być zupełnym humbugiem. Jako bardziej spektakularny przykład można podać na przykład pierwsze (a może i drugie) wprowadzenie partnerstwa publiczno-prywatnego, jak też pierwsze podejście do pozwów zbiorowych.

Zwykle jedna czy najwyżej kilka słabości takiej przełomowej legislacji sprawiało, że stawała się ona martwa. Tak było np. z postępowaniem naprawczym w wersji ustawy upadłościowej z 2003 r. Przypadki zastosowania tych przepisów liczone były dosłownie na palcach jednej ręki, nie mówiąc już o tym, że zapewne żadnego biznesu ta ustawa nie naprawiła.

W takich przypadkach niewątpliwie można mówić o jakimś poważnym błędzie myślenia twórców legislacji, polegającego np. na nieuwzględnieniu lokalnej kultury prawnej czy biznesowej, sposobu myślenia przedsiębiorców.

Problem zwykle nie polega na tym, że legislator popełnia jakiś błąd, który powoduje, iż pewna instytucja, uznana za ważną i potrzebną, nie zostaje w ogóle zastosowana. Problemem jest zazwyczaj przede wszystkim słaby monitoring stosowania nowych przepisów, wskutek czego zmiany następują o kilka lat za późno.

Z początkiem ubiegłego roku weszło w życie Prawo restrukturyzacyjne. Ważna i poważna legislacja, zastępująca nie tylko faktycznie nieużywane postępowanie naprawcze, ale także używane, choć z marnym skutkiem, postępowanie upadłościowe z opcją zawarcia układu.

Tu się zaczyna wątek prawa pracy. Chodzi o to, na ile pracownik jest, a na ile nie jest, chroniony przed zwolnieniem w przypadku upadłości podmiotu gospodarczego.

W kodeksie pracy rzecz jest uregulowana jasno. Zgodnie z art. 41 (1) w razie ogłoszenia upadłości lub likwidacji pracodawcy nie stosuje się przepisów dotyczących ochrony pracowników przed wypowiedzeniem lub rozwiązaniem umowy o pracę.

Na gruncie ustawy upadłościowej obowiązującej do końca 2015 r. przepis ten był interpretowany w taki sposób, że nie znajdował on zastosowania do upadłości z układem. Czyli, tylko w upadłości likwidacyjnej można było zwolnić pracownika bez uwzględnienia zasad wypowiadania umów, okresów ochronnych i wszelkich innych rozwiązań chroniących stosunek pracy.

Podobnie jak teraz, tak i poprzednio, głównym celem postępowania upadłościowego była ochrona interesów wierzycieli. Wiadomo jednak, że jeśli zamierający biznes jest zmuszony do stosowania pełnej ochrony pracowników przed zwolnieniem, to szansa na jego reanimację radykalnie się zmniejsza. I taki był – znaczy żaden – skutek większości postępowań upadłościowych z opcją układową.

W Prawie restrukturyzacyjnym porządek rzeczy został odwrócony. W stosunku do pracowników zastosowanie mają te same zasady, które dotyczą likwidacyjnego postępowania upadłościowego. To zaś oznacza, że ochrona pracowników przed wypowiedzeniem zostaje uchylona. Uprawnienia syndyka wykonuje zarządca.

Art. 314 Prawa restrukturyzacyjnego nakazuje uwzględnienie zasad zwalniania pracowników w planie restrukturyzacyjnym, wymagając także określenia proponowanych kryteriów zwalniania pracowników.

Każda regulacja, która w zupełności odwraca porządek rzeczy wymaga czasu, aby przedsiębiorcy ją przyswoili. Dopiero wtedy można ocenić, jaki ma ona wpływ na rzeczywistość.

Opisana zmiana jest po pierwsze całkowicie logiczna i nie może podlegać ocenie z punktu widzenia jej prosocjalności lub a-socjalności. Po drugie, co równie niewątpliwe, jak wszystkie postępowania restrukturyzacyjne, może być – w tym i w innych aspektach – przedmiotem daleko idących nadużyć.

Przedsiębiorca, któremu biznes nie idzie za bardzo, uzyskał bardzo dobre narzędzie, aby – zamiast ten biznes dofinansować – w dużej mierze po prostu się go pozbyć.

Ale, zaraz zaraz, czy nie o to chodzi w restrukturyzacji? Tak zwane utrzymywanie miejsc pracy za wszelką cenę zwykle niczym dobrym się nie kończy, ponieważ spółka i tak upada, pociągając za sobą większe straty, niż gdyby miała ona zostać zrestrukturyzowana na wczesnym etapie kryzysu. I wtedy pojawi się prawdziwa szansa na odtworzenie miejsc pracy w nowej firmie.

Takie rozumowanie oznacza, że to, co niekorzystne dla pracowników w wymiarze jednostkowym i krótkoterminowym, jest ostatecznie konieczne, a niekiedy zbawienne dla rynku pracy w średnim i długim dystansie.

Trzeba przyznać, że zmiana jest radykalna, choć nie wiemy jeszcze, w jakim stopniu wpłynęła ona na praktykę upadłościową w skali całego kraju. Jedno jest wszak pewne – akceptacja takiego podejścia wymaga, rzecz prosta, przeniesienia społecznej świadomości prawnej na wyższy poziom.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

Kancelaria rozwija praktykę transakcyjną, nieruchomościową i okołogiełdową.

Obsługując ponad 100 podmiotów gospodarczych rozwija także praktykę korporacyjną.

Kancelaria Prawa Pracy, FATCA i Prawo Piłki Nożnej to kolejne dziedziny specjalizacji Kancelarii. Kancelaria i jej prawnicy rozwinęli szereg węższych, ścisłych specjalizacji prawniczych, opierając je na dotychczas zdobytym w tego typu sprawach doświadczeniu.

 Do góry