Sądy na smyczy poprawności

Felieton Michała Tomczaka w dzienniku "Rzeczpospolita" z dnia 13 kwietnia 2017 roku (dodatek: Praca i ZUS).

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wypowiada się w sprawach prawa pracy względnie rzadko, ponieważ zakres legislacji unijnej w odniesieniu do prawa pracy jest cokolwiek ograniczony. Dotyczy on głównie „ideologicznych” zagadnień, w tym w szczególności związanych z równością w zatrudnieniu i dyskryminacją. Na takie sprawy Sąd Europejski dosłownie poluje.

Okazuje się jednak, że – moim zdaniem – poszczególnymi wyrokami nie ma co się chwalić i w pewnym sensie lepiej by było, gdyby niektóre wyroki w ogóle nie zapadały.

Ostatnio na różnych łamach omawiany był symboliczny w tej mierze wyrok z pytania prejudycjalnego sądu niemieckiego (też charakterystyczne) zapisany pod sygnaturą C-423/15 z 28 lipca 2016 r. W dużym uproszczeniu przedstawiając stan faktyczny ( i możliwie chłodno, żeby się powstrzymać od prześmiewczych komentarzy): pewien młody adwokat zgłosił się w charakterze kandydata do pracy w pewnej spółce ubezpieczeniowej, która szukała kandydatów na stanowisko stażysty z różnych dziedzin – można więc przyjąć, że chodziło o stanowiska nie wymagające szczególnie wyrafinowanych kwalifikacji.

Nasz cwany młody adwokat argumentował, że nie tylko spełnia kryteria rekrutacji, ale nawet jawnie je przewyższa, nie tylko jako adwokat, ale także dzięki doświadczeniu w prowadzeniu sprawy sądowej z zakresu prawa medycznego.

Kandydatura została odrzucona – spółka ubezpieczeniowa trochę dziwnie się tłumaczyła, że odrzucenie kandydatury nastąpiło automatycznie. Przebiegły kandydat zakwestionował tę decyzję i od razu zaproponował negocjacje dotyczące odszkodowania w związku z dyskryminacją w zatrudnieniu.

I w takiej oto sprawie Federalny Sąd Pracy zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości z pytaniem prejudycjalnym. Pytanie ni mniej, ni więcej dotyczyło tego, czy wykładni dwóch „równościowych” dyrektyw Unii z 2000 i 2006 r. należy dokonywać w taki sposób, że zamiar »uzyskania dostępu do zatrudnienia lub wykonywania zawodu« ma także osoba, z której podania o pracę wynika, że nie zamierza uzyskać zatrudnienia i pracy, lecz jedynie status osoby ubiegającej się o zatrudnienie, aby móc dochodzić roszczeń odszkodowawczych?

Moim zdaniem Federalny Sąd mógłby równie dobrze zadać pytanie, czy w porządku jest oszukiwać i ściemniać i czy oszust i ściemniacz w świetle przepisów zasługuje na ochronę? Zwróćmy uwagę, że odsyłający sąd wcale nie ma wątpliwości co do stanu faktycznego. Zresztą, jak się wydaje, nikt nie ma wątpliwości, że kandydat od początku do końca knuł spisek, żeby wyłudzić odszkodowanie.

Oczywiście Trybunał wydał wyrok, zgodnie z którym oszukiwanie nie jest w porządku. Mimo wszystko wyrok ten uważam na swój sposób za niezwykły.

Po pierwsze – widać, jak instrumentalnie młody adwokat traktuje przepisy o dyskryminacji. Po prostu zastawia pułapkę na firmę, do której się zgłasza. Gdyby nie cały dalszy przebieg wydarzeń, można by pewnie twierdzić, że to jest zwykła prowokacja wobec systemu. To jeszcze bym jako tako zrozumiał, gdyby celem przedsięwzięcia było zdemaskowanie poprawnościowego ogłupienia systemu ochrony przed dyskryminacją. Ale nie wygląda na to, aby taka idealistyczna przesłanka naszemu kandydatowi przyświecała.

Raczej, jak sądzę, wierzył on, że firma (podejrzewana, jak wszystkie firmy ubezpieczeniowe, o to, że ma kasę i to raczej niezasłużoną) prędzej dogada się z nim co do odszkodowania, niż w poprawnościowym systemie zdecyduje się być podejrzaną o dyskryminację. To była, moim zdaniem, główna kalkulacja obłudnego kandydata.

Po drugie – kalkulacja nie była całkiem pozbawiona podstaw, skoro ostatecznie wyrok o nieprzyzwoitości oszukiwania musiał wydać najważniejszy sąd europejski.

Bardzo mi przykro, ale podzielam „cywilne” (czyli nieprawnicze) przekonanie, że do takiej sprawy w żadnym razie dojść nie powinno, a wydawanie takich wyroków przez sądy ma w sobie coś lekko żenującego.

Taki wyrok jest z całą pewnością następstwem choroby całego prawa kontynentalnego, którą można nazwać semantycznym rozumieniem prawa. Przy tym podejściu przedmiotem wykładni i stosowania jest tylko i wyłącznie literalna treść przepisu, a nie jego znaczenie. To oznacza też pominięcie zasad podstawowych na rzecz urzędniczego rozbierania treści normy. Dlatego przy takim roszczeniu jak opisane nie pojawia się w pierwszej kolejności myśl o tym, że przecież ten człowiek oszukuje, więc nie można przejść do punktu b i rozważać zasadności jego roszczenia.

Drugą chorobą jest poprawność polityczno-społeczna, która nakazuje każdą, nawet oczywiście dwuznaczną sprawę z zakresu dyskryminacji, traktować tak, jakby to była newralgiczna decyzja dla całego systemu opartego na równości praw. Jest w tym jakiś elementarny brak zaufania do sprawiedliwości własnej sędziów, do odróżniania tego co czarne, od tego co białe.

Całe szczęście, że ta szalona sprawa pochodzi z jurysdykcji niemieckiej, a nie polskiej, gdzie sprawy wyglądają z jednej strony lepiej (w kwestii poprawności), a z drugiej – znacznie gorzej (w zakresie semantycznego stosowania prawa).  Jednak dzięki temu, że to nie sąd polski wyrokował w tak bezsensowny sposób, nie muszę się tłumaczyć, dlaczego moje uwagi nie mają nic wspólnego z bieżącą i politycznie motywowaną dyskusją na temat sądów polskich.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

Kancelaria rozwija praktykę transakcyjną, nieruchomościową i okołogiełdową.

Obsługując ponad 100 podmiotów gospodarczych rozwija także praktykę korporacyjną.

Kancelaria Prawa Pracy, FATCA i Prawo Piłki Nożnej to kolejne dziedziny specjalizacji Kancelarii. Kancelaria i jej prawnicy rozwinęli szereg węższych, ścisłych specjalizacji prawniczych, opierając je na dotychczas zdobytym w tego typu sprawach doświadczeniu.

 Do góry