Potęga danych osobowych w procesie rekrutacji

Felieton Michała Tomczak dla dziennika "Rzeczpospolita" z dnia 18 maja 2017 (dodatek:Praca i ZUS).

Historia wyglądała tak, że pewien młody człowiek jest wybitnie utalentowanym specjalistą z branży IT, specjalistą jakich mało. Tacy jak on nie chodzą za pracą, praca przychodzi do nich. Ów młody człowiek niekoniecznie chciał się zatrudniać na umowę na czas nieokreślony, wolał zdecydowanie krótsze, półroczne kontrakty. Zatrudniające go firmy do tej pory akceptowały takie rozwiązanie, bo zwykle zadanie, jakie dla niego miały, dawało się zrealizować w ciągu właśnie 6 miesięcy.

Sposób na wyręczenie się…

Nasz specjalista, co poniekąd typowe dla ludzi z IT, niekoniecznie lubił pytać o pracę. Przekazał swoje CV headhunterowi, który zobowiązał się plasować jego CV w dobrych i dobrze płacących firmach z branży.

Ponieważ nasz specjalista przez kilka miesięcy nie otrzymywał żadnych ofert (nie to, żeby zaraz chciał się zatrudniać, ale zależało mu na tym, żeby zweryfikować swoją rynkową wartość), zadzwonił do znajomej firmy,dla której już kiedyś pracował i w której miał bardzo dobre notowania. Zapytał, czy nie mają dla niego dobrego zlecenia.

… niekoniecznie na korzyść

Okazało się, że mieli. Ale okazało się coś jeszcze – mianowicie, że gdyby mieli zatrudnić naszego specjalistę, który przecież sam się zgłosił, musieliby zapłacić poważne fee headhunterowi, na przykład trzymiesięczne wynagrodzenie naszego specjalisty. Pośrednik zawierał bowiem ze wszystkimi firmami umowy. Wprawdzie nie na wyłączność (mało kto takie chce dzisiaj zawierać), ale w każdym razie takie, które przewidują, iż bez względu na to, z jakiego źródła firma pozyska kandydata, to i tak musi zapłacić pośrednikowi w przypadku jego zatrudnienia. Z tego powodu ten kandydat okazał się za drogi.

W taki oto sposób nasz specjalista bez własnej wiedzy i woli stał się znacząco droższy na rynku. A ponieważ zwykle nie chciał zatrudniać się na dłużej niż na pół roku, to wynagrodzenie headhuntera skutecznie czyniło ofertę specjalisty ofertą nierynkową. Zresztą, mogło oni mieć taki skutek w każdym innym przypadku również.

We własnym interesie

Taka sytuacja jest niestety zgodna z praktyką obowiązującą na rynku. Przy czym trzeba zrozumieć pośredników. W ten sposób zabezpieczają swoje interesy, ponieważ strony umowy o pracę bardzo często i z upodobaniem szukają sposobu na to, żeby nie zapłacić pośrednikowi (twierdząc np., że kandydat zgłosił się sam).

Sytuacja ta nie jest problematyczna w tych branżach, gdzie rynek potencjalnych kandydatów do pracy jest rozległy. Ale w dziedzinach, gdzie kandydatów do pewnej jakości zajęć jest obiektywnie niewielu – co przecież już w punkcie wyjścia oznacza, że są oni drodzy – okazuje się, że headhunterzy zgłaszają te same osoby jako potencjalnych kandydatów w wielu firmach. W każdym przypadku za takiego kandydata trzeba płacić pośrednikowi, który go zgłosił, choć równie dobrze mógł go zgłosić ktoś inny, lub też mógł – jak w naszym przypadku – zgłosić się sam.  

Prowadzi to do wniosku, że przede wszystkim sami kandydaci powinni być ostrożniejsi w dysponowaniu swoim CV – czyli powinni zawierać umowy określające sposób dysponowania własnym życiorysem, na który się godzą.

Natomiast, co do zasady, wydaje się, że sami headhunterzy, nie mając odrębnej zgody na dysponowanie danymi osobowymi, nie mogą bez ograniczeń korzystać z powierzonego CV. Niemniej, jak wszyscy wiemy, obyczaj jest tu powszechny i wspierany niejasnym przepisem ustawy o ochronie danych osobowych, a zwłaszcza bardzo ogólnymi zgodami, które małymi literkami zapisane są w standardowych wzorach CV, jakich oczekują pracodawcy.

Zdaniem autora

Oczywiście w ochronie danych osobowych chodzi m.in. o to, aby zainteresowany i chroniony wiedział, do kogo jego dane osobowe trafią i to kontrolował. W tym przypadku mamy do czynienia ze zbiegiem interesów zarówno dotyczących ochrony danych, jak też z oczywistym interesem ekonomicznym kandydata.

Prawdopodobnie jest to znak czasu. Ochronę danych osobowych zwykliśmy traktować w przeszłości jako cywilizacyjny naddatek luksusu, którego głównym motywem jest to, żebyśmy się dobrze czuli. Ale koniec końców wcale mnie nie dziwi, że ostatecznie z ochrony danych wynikają jednoznaczne konsekwencje gospodarcze i finansowe. Wiedza o tym, kto co potrafi, jak do niego dotrzeć i jako zdobyć prawo do jego kompetencji musi bowiem mieć we współczesnym świecie potężną moc.

Nawet, jeżeli pierwotnie nie o to chodziło.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

Kancelaria rozwija praktykę transakcyjną, nieruchomościową i okołogiełdową.

Obsługując ponad 100 podmiotów gospodarczych rozwija także praktykę korporacyjną.

Kancelaria Prawa Pracy, FATCA i Prawo Piłki Nożnej to kolejne dziedziny specjalizacji Kancelarii. Kancelaria i jej prawnicy rozwinęli szereg węższych, ścisłych specjalizacji prawniczych, opierając je na dotychczas zdobytym w tego typu sprawach doświadczeniu.

 Do góry