Wielebny Falwell i prawo pracy

Prawo pracy jest kazuistyczne i staje się coraz bardziej. To właściwość prawa pracy obniża prestiż tej dziedziny prawa, ponieważ każda dziedzina wiedzy, w której nie udaje się stworzyć teorii i aksjologii ma prawo poczuć się gorzej.

Ale jest to jednak trochę złudzenie „gorszości”, w stosunku do prawa cywilnego. Prawo cywilne ma teorię, by wielki dorobek i teoretycznie wszystko można w nim wyjaśnić przez odwołanie się do zasad ogólnych. Niestety coraz mniej z tej doniosłości prawa cywilnego wynika. Rzeczywistość bowiem, jeżeli tak można powiedzieć, ma strukturę bardziej podobną do prawa pracy niż do prawa cywilnego. Ponieważ przypadków pasujących idealnie do teoretycznych rozwiązań prawa cywilnego jest stosunkowo mało, więc wszelkie wyrafinowane rozwiązania wymagają interpretacji i wyjaśnienia. Stąd też okazuje się, że im głębiej sięgamy z interpretacją przepisu kodeksu cywilnego, tym bardziej ów przepis staje się niepotrzebny. Okazuje się bowiem, że z tego przepisu można wyprowadzić wnioski w każdą dowolną stronę.

Prawo pracy jest kazuistyczne – i już. Nie udaje, że jest inne. Przepisy pełnią rolę pomocniczą, wyroki kształtują rzeczywistość. Zaraz powiem o co mi chodzi.

Spróbujmy zdefiniować interpretację najbardziej podstawowych sytuacji opartych na prawie pracy. Na przykład – jak daleko sięga wolność krytyki ze strony pracownika wobec pracodawcy.

Gdy o tym poczytać, można się załamać banalnością prawniczych przemyśleń w tej sprawie. Są one w najlepszym razie poprawnościowo pozbawione znaczenia. Mówi się tu, że krytyka ma być prowadzona w interesie zakładu pracy, ma pozostawać w granicach prawa i takie tam. Dramatycznie brakuje jednoznaczności w sprawie, które właściwie wartości są ważniejsze, które można poświęcić. Tylko dzięki pewnej jednoznaczności symbolicznych rozstrzygnięć, prawdziwych precedensów, można ukształtować sensownie zbiorowego przekonania w jakiejkolwiek dziedzinie powszechnych znaczeń.

Tu przychodzi mi na pamięć sławny film Foremana „Skandalista Larry Flynt”, a może nie tyle nawet film, co opisany w tym filmie sławny spór między największym kaznodzieją Ameryki owych czasów Jerrym Falwellem i właścicielem „Hustlera”, pornobiznesmenem i porno twórcą – Larym Flyntem. Zakończony przed Sądem Najwyższym USA proces dotyczył rozumienia pierwszej poprawki do Konstytucji, która nie tylko jest pierwsza w kolejności, ale jest pierwsza, bo najważniejsza, dotyczy bowiem wolności słowa.

W skrócie rzecz ujmując Flynt przedstawił pastora w obscenicznej pseudoreklamie, i przegrał w pierwszych instancjach. Ostatecznie jednak Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że wolność słowa wymaga ochrony nawet skrajnie obscenicznej reklamy, która była oczywistym żartem, czy też metaforą, w związku z czym prawo nie służy do obrony przed takimi żartami.

Można powiedzieć, że Sąd Najwyższy zajął się w ten sposób kształtowaniem rozumienia pojęć metaforycznych w społeczeństwie. Był to bardzo odważny wyrok, zresztą jednogłośny. Można go interpretować jako wybór wartości, w ramach którego wolność słowa jest ważniejsza, niż indywidualne odczucia na temat słów czy żartów.

Takie podejście w prawie pracy moim zdaniem powinno prowadzić do wniosku, że słowa czy też forma krytyki mają znaczenie wtórne, lub po prostu drugorzędne. Zwłaszcza, gdy pewien rodzaj słownictwa czy metafory jest uzasadniony standardami środowiska w którym praca jest wykonywana.

Ale to jest tylko pogląd, mój pogląd. Nie mam powodu ukrywać, że jest on warunkowany w dużej mierze sprawami, które prowadzę. Sprawami, w których sądy wydając wyroki nie opierają się w gruncie rzeczy na przepisach, bo żadnych przepisów na temat tego, co jest przyzwoite nie ma, tylko wprost stosują oceny moralne.

I wtedy kluczowe, absolutnie kluczowe pytanie polega na tym – do jakich wartości i ocen moralnych sądy sięgają. Czy odwołują się do wartości przeważających, choć w wielu przypadkach w pewnym cywilizacyjnym sensie wstecznych, czy też promują myślenie odważniejsze i mniej kompromisowe? Czy sądy dostosowują się do tego, co jest, czy też starają się wpływać na rzeczywistość popychając ją w jakąś, wybraną przez siebie stronę.

To znacznie trudniejszy wybór, niż stosowanie prawa.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

Kancelaria rozwija praktykę transakcyjną, nieruchomościową i okołogiełdową.

Obsługując ponad 100 podmiotów gospodarczych rozwija także praktykę korporacyjną.

Kancelaria Prawa Pracy, FATCA i Prawo Piłki Nożnej to kolejne dziedziny specjalizacji Kancelarii. Kancelaria i jej prawnicy rozwinęli szereg węższych, ścisłych specjalizacji prawniczych, opierając je na dotychczas zdobytym w tego typu sprawach doświadczeniu.

 Do góry