Członkowie zarządu – między skalą a linią

Artykuł Michała Tomczaka w dzienniku "Rzeczpospolita" z dnia 3 sierpnia 2017 roku (dodatek: Praca i ZUS).

To, że jakiś stan prawny utrzymuje się przez wiele lat oraz to, że do niego przywykliśmy, nie oznacza wcale, że ten stan jest w porządku. Przeciwnie, czasem jest tak, że pewien zgoła bezsensowny stan prawny uważamy za uzasadniony tylko z tej przyczyny, że długo się utrzymuje. Taką sytuację można nazwać stanem samospełniającego się bezsensu.

Z punktu widzenia biznesu, jego rozwoju i efektywności członkowie zarządu nie są zwykłymi pracownikami. Członkowie zarządu przesądzają o stanie gospodarki. Ich sytuacja powinna być uprzywilejowana nie tylko pod względem wysokości zarobków, ale też pod względem ochrony ich przychodów przed opodatkowaniem i oskładkowaniem. Tyle teoria, bo w praktyce jest wprost przeciwnie.

Źródłem tej sytuacji nie są w gruncie rzeczy przepisy, ale przewaga podatkowa, jaką uzyskują bez większego trudu wszyscy pracownicy na stanowiskach kierowniczych, wykorzystujących samozatrudnienie jako podstawę swojego zatrudnienia. Statystyk w tej kwestii nie ma żadnych i być nie może, ponieważ musiałyby one uwzględniać i odróżniać te przypadki samozatrudnienia, które odpowiadają przepisom od tych, które te przepisy naruszają. Niemniej jednak jasne jest, że różne przejawy korzystania z uprzywilejowanego podatkowo rozliczenia pracy jako działalności gospodarczej są powszechnym zjawiskiem w polskiej gospodarce, co wynika z niezmiennie chorobliwie wysokiego obciążenia podatkowo-zusowskiego umów o pracę.

Dla przypomnienia, menedżer główny, inaczej CEO, czyli członek zarządu, może rozliczać w Polsce swoją pracę w następujących formach:

1) na umowę o pracę, przy pełnym opodatkowaniu i oskładkowaniu – jest to oczywiście forma najgorsza i najdroższa,

2) na podstawie kontraktu menedżerskiego, który podatkowo nie jest lepszy, ale nie jest umową o pracę, więc daje o wiele większą swobodę ukształtowania przez strony relacji prawnej,

3) na podstawie uchwały zgromadzenia – w takim przypadku nie ma składek na ubezpieczenia, więc jest korzyść, ale podatki są według skali.

Funkcji członka zarządu nie można natomiast wykonywać w ramach własnej indywidualnej działalności gospodarczej. Uzasadnień teoretycznych jest kilka. Główne jest takie, że członek zarządu nie może jednocześnie reprezentować swojej działalności i spółki, którą reprezentuje statutowo.

Od strony prawniczej oczywiście to się zgadza. Jednak prawniczo (jak przekonujemy się ostatnio każdego dnia) wszystko można uzasadnić, zwłaszcza gdy ma się władzę stosowania tegoż prawa. Niemniej można zauważyć, że ten „konflikt tożsamości” jest wbrew pozorom i w prawdziwym biznesie pozorny. Członek zarządu w rzeczywistości nie jest podporządkowany niczyim poleceniom (w polskim systemie istnieje wręcz – trochę przestarzały i nierealny, ale wiążący – zakaz wydawania poleceń członkom zarządu przez wspólników), zaś w ramach działalności gospodarczej też nie byłby niczyim poleceniom podporządkowany. Co najwyżej „podstawiałby” swoją działalność do zarządu spółki w całości, a nie tylko samego siebie (pytanie jest zgoła ontologiczne – czy w ramach działalności indywidualnej mamy człowieka i oprócz tego jakiś zewnętrzny byt, czy też mamy jedność, w oparciu o coś w rodzaju teorii organów przeniesionej na grunt działalności gospodarczej).

Chcę przez to powiedzieć, że obecna sytuacja da się wyjaśnić przede wszystkim efektem fiskalnym. Wiadomo bowiem, że członkowie zarządu zarabiają najwięcej, więc podatek według skali od takich wynagrodzeń jest dla systemu podatkowego najciekawszy.

Tymczasem „zwykły” dyrektor finansowy, który nie chce być członkiem zarządu, bez problemu w wielu przypadkach funkcjonuje w spółce  na podstawie umowy z własną, jednoosobową działalnością gospodarczą. Obie strony (dyrektor i spółka) mają wszelkie powody, by podzielić się korzyścią podatkową między „skalą” a „linią”.

Jeżeli ktoś uważa, że takie rozwiązanie jest nielegalne, to ja na to mówię, że w przypadku wielu funkcji biznesowych status podporządkowania takich dyrektorów jest tak samo iluzoryczny, jak podporządkowania członków zarządu. Najpierw bowiem oni sami kształtują politykę i strategię firmy, a potem ją realizują zgodnie ze swoją najlepszą wiedzą i wolą. Nikt im żadnych poleceń nie wydaje, co najwyżej uzgadniają to i owo z innymi przedstawicielami kierownictwa firmy.

Mam pełną świadomość, że wygłaszane tu przeze mnie złote myśli mają w pewnym stopniu charakter prowokacyjny lub co najmniej obrazoburczy. Do takich radykalnych wystąpień skłania mnie jednak dobrze mi znana z biznesu tzw. druga strona medalu. Jest nią całkowicie sztuczny, niespójny z całą resztą systemu, a zwłaszcza praktyki gospodarczej, zakaz wykonywania funkcji członka zarządu w ramach prowadzonej działalności gospodarczej.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

Kancelaria rozwija praktykę transakcyjną, nieruchomościową i okołogiełdową.

Obsługując ponad 100 podmiotów gospodarczych rozwija także praktykę korporacyjną.

Kancelaria Prawa Pracy, FATCA i Prawo Piłki Nożnej to kolejne dziedziny specjalizacji Kancelarii. Kancelaria i jej prawnicy rozwinęli szereg węższych, ścisłych specjalizacji prawniczych, opierając je na dotychczas zdobytym w tego typu sprawach doświadczeniu.

 Do góry