Długość pozwu nie jest wprost proporcjonalna do zawartych w nim racji

Artykuł Michała Tomczaka w dzienniku "Rzeczpospolita" z dnia 7 września 2017 roku (dodatek: Praca i ZUS).

W sprawach z zakresu prawa pracy stosuje się przepisy kodeksu postępowania cywilnego z niewielkimi, choć znaczącymi, odstępstwami. Kiedyś prawo pracy, jako młodszy brat prawa cywilnego, cieszyło się reputacją stosunkowo prostej dziedziny prawa. Skutkiem było to, że problemy procedury cywilnej miały ograniczony wpływ na przebieg spraw z zakresu prawa pracy.

Zasadnicza różnica między prawem cywilnym i prawem pracy polega na tym, że w tym ostatnim nikt nie upiera się przy twierdzeniu, że strony są równe, podczas gdy równość stron jest niezaprzeczalnym fundamentem prawa cywilnego.

W związku z kilkoma przepisami, ale przede wszystkim w związku z ogólną nierównowagą stron stosunku pracy, w sądach prawa pracy obowiązuje zasada uprzywilejowania pracownika. Odszkodowania tradycyjnie były i w większości przypadków nadal pozostają niskie lub bardzo niskie. Pracownicy w zasadzie nie płacą wpisów sądowych, co też sprzyja zasadzie ich uprzywilejowania. Pracodawcy – historycznie rzecz biorąc – przyjmowali tę sytuację z godnością, co bardzo często znajdowało wyraz w tym, że w ograniczonym stopniu angażowali się w postępowania sądowe, przyjmując założenie, że lepiej dołożyć pracownikowi parę tysięcy niż prowadzić wieloletni spór, płacąc prawnikom zewnętrznym lub obciążając prawników wewnętrznych.

Od co najmniej kilkunastu lat albo raczej od wejścia Polski do Unii – od kiedy to zmienia się u nas prawie wszystko, co dotyczy gospodarki i obiegu pieniądza – sprawy w sądach pracy, ich skala i wysokość roszczeń radykalnie się zmieniają. Sprzyja temu rosnąca liczba „unijnych” roszczeń  w typie spraw o mobbing czy dyskryminację, których wysokość nie jest limitowana. Sprzyjają temu tym bardziej zarobki i odprawy menedżerów lub ważnych specjalistów (choć nadal regulacja kodeksu pracy w tej kwestii nadaje się do całkowitej wymiany). Sprzyjają też roszczenia „odkryte” na nowo, jak np. roszczenie o nadgodziny. Innymi słowy kwoty roszczeń w sądzie pracy rosną z roku na rok.

Rośnie też, choć tu nie jestem do końca przekonany, znaczenie reputacji na rynku pracy. To zaś oznacza większe znaczenie sporów dotyczących sposobu rozwiązania umowy o pracę i treść świadectwa.

Wraz ze wzrostem kwot sprawy z zakresu prawa pracy dopada wirus, który w dużej mierze zabija sądownictwo gospodarcze. To wirus opętańczych rozmiarów pisma procesowego.

Jest to tragiczne zjawisko, co piszę z bólem jako doradca, ale także, od czasu do czasu, jako arbiter sądów polubownych. Pełnomocnicy w sprawach z prawa pracy piszą pisma procesowe bez opamiętania. Im „grubsza” sprawa, tym grubsze pisma. Jeżeli powód napisze pismo na 30 stron, pozwany – nawet gdyby nie chciał – czuje się w obowiązku napisać 30 stron. Wtedy powód pisze 60 stron, bo wtedy on i (zapewne) jego klient mają poczucie, że mają dwa razy większą rację. Odpowiedź pozwanego nie może być mniejsza.

To zjawisko tak dobrze znane z sądów cywilnych, zwłaszcza ze spraw gospodarczych, śmiało można nazwać procesem zabijania prawa i prawdy przez papier i drukarkę.

Nie trzeba (chyba) tłumaczyć, na czym polegają destrukcyjne skutki tego procesu. Tak długich pism po prostu nikt, a zwłaszcza sędzia, nie jest w stanie porządnie przeczytać, a już na pewno zapamiętać. Nawet gdyby sędziowie mieli w referatach mniej spraw, to nie ma sposobu, aby zapanowali nad tak rozległym materiałem od strony intelektualnej i czysto pamięciowej.

Uważam, że ważniejsze jest to, iż w rzeczywistości istota argumentacji prawnej, a zazwyczaj także i faktycznej, sprowadza się do kilku kluczowych argumentów, które nigdy nie wymagają 20 stron. Najlepiej to widać w uzasadnieniach Sądu Najwyższego, który stara się narzucić środowisku prawniczemu inny styl formułowania myśli i poglądów. Niestety osobiste interesy doradców prawnych oraz pewien rodzaj niedokształcenia wyznaczają przeciwną tendencję. Mówię o niedokształceniu, ponieważ sądzę, że znacznie trudniej jest formułować poglądy w krótkiej formie, niż w rozwlekłej.

Od kilku lat obowiązują przepisy, które w większości spraw wymagają zgody sądu na złożenie pisma procesowego. Natomiast nie ma przepisów, które pozwalają sądowi zarządzić ograniczenie objętości tego pisma. Jednak w praktyce sądy to robią w coraz większej liczbie spraw – ograniczają objętość pism, na których złożenie wyrażają zgodę.

To bardzo słuszna koncepcja. Problem polega jedynie na tym, że nie ma ona oparcia w przepisach. Innymi słowy – z przepisów nie wynika, jaki jest skutek pisma, którego objętość przekracza liczbę stron wyznaczoną przez sąd.

Cała ta sytuacja, związana z nadprodukcją lub raczej chorobliwą inflacją rozmiarów pism procesowych, jest jedną ze wstydliwych, ale zarazem głęboko systemowych przyczyn niewydolności sądów. Jest to jednocześnie temat na swój sposób banalny i, by tak rzec, infantylny, iż można odnieść wrażenie, że ustawodawcy trochę wstyd się za niego zabrać. Jednak bez wyraźnego, formalnego rozwiązania, zatrzymanie szaleństwa rozmiarów pism procesowych składanych w sądach nie będzie możliwe. Jako doradca i adwokat z 30-letnią praktyką też wolałbym, aby kultura prawna wyrażona zwartością i trafnością argumentacji prawnej szerzyła się sama z siebie, a nie w wyniku stosowania narzędzi quasi-administracyjnych w rękach sądu. Na taki rozwój spraw nie mam jednak żadnej nadziei.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

Kancelaria rozwija praktykę transakcyjną, nieruchomościową i okołogiełdową.

Obsługując ponad 100 podmiotów gospodarczych rozwija także praktykę korporacyjną.

Kancelaria Prawa Pracy, FATCA i Prawo Piłki Nożnej to kolejne dziedziny specjalizacji Kancelarii. Kancelaria i jej prawnicy rozwinęli szereg węższych, ścisłych specjalizacji prawniczych, opierając je na dotychczas zdobytym w tego typu sprawach doświadczeniu.

 Do góry