Prawo karne i wrażliwość

Artykuł Michała Tomczaka w dzienniku "Rzeczpospolita" z dnia 8 lutego 2018 roku (dodatek: Kadry i płace).

Słyszałem niedawno wywiad z Piotrem Ikonowiczem, moim przyjacielem z pięknych lat obalania Polski Ludowej (gdyby nie my, to na pewno nic takiego by nie nastąpiło). Ikonowicz, jest radykalnym lewicowcem, walczy o prawa pracownicze niemalże obsesyjnie, w kraju, w którym łapczywość kapitalizmu oraz fatalna reputacja lewicowości czyni taką walkę dramatycznie trudną. Ikonowicz, w cywilu kochający brat Magdy Gessler, a więc swoistej ikony kapitalizmu, spędził dzieciństwo na Kubie po rewolucji Castro, tym najbliżsi tłumaczą jego miłość do wszystkiego co lewicowe. Ale też taka postawa topowej inteligencji należy wprost do tradycji polskiej lewicowości, której to tradycji dzisiaj prawie nie widać. Sensem tej tradycji jest wrażliwość na sytuację tych wszystkich, którzy sami nie są w stanie swoich praw bronić.

Więc ja słucham Ikonowicza czy się z nim zgadzam czy nie, nie dlatego, że spędziliśmy blisko kilka najlepszych lat życia, tylko że on jest diablo inteligentny i zdobywa się na takie syntezy rzeczywistości pracowniczej, na jakie przedstawiciele tak zwanego establishementu, w tym niżej podpisany, nie są w stanie wpaść.

Ikonowicz powiedział w tym wywiadzie, że niepłacenie pensji pracownikom powinno być traktowane jak zwyczajna kradzież, bo czymże jest ono więcej, jak nie kradzieżą. Przyznam, że nigdy w ten sposób nie pomyślałem. Teraz dla pracowników są lepsze czasy, z przyczyn koniunkturalnych, ale nie zawsze takie będą. No i rzeczywiście – nie jestem wcale przekonany, czy ochrona wynagrodzenia za pracę jest w polskim prawie wystarczająca. I to nie tylko z punktu widzenia samych przepisów, ale także z punktu widzenia utrwalonych zwyczajów i, może zwłaszcza, świadomości obu stron stosunku pracy.

W kodeksie pracy jest cały rozdział poświęcony wynagrodzeniu o pracę i jego ochronie, ale te przepisy są zredagowane w cokolwiek urzędniczym, poprawnościowym duchu. Nie ma na przykład takiego przepisu który by upoważniał pracownika do powstrzymania się od świadczenia pracy w związku z brakiem wypłaty wynagrodzenia. Wcale nie jestem pewien, co in concreto orzekłby sąd w takim przypadku. Tymczasem rozwiązanie takie jest w najbardziej oczywisty sposób wmontowane w system prawa cywilnego w ramach umów wzajemnych i nikt temu w najmniejszym stopniu się nie dziwi.

Nie wydaje mi się, by pracodawcy mieli skłonność do wnioskowania o restrukturyzację czy upadłość swoich firm z powodu zadłużenia względem pracowników, choć z przepisów upadłościowych nie wynika, by dług wobec pracownika był w czymkolwiek gorszy czy lepszy od długu wobec normalnego biznesowego kontrahenta. Tymczasem ten dług wobec pracownika w sposób podświadomy jest uważany za w jakiś sposób mniej ważny.

Żadnej pomocy nie udzielają tu przepisy prawa karnego, wprost przeciwnie, ich obłudna wprawdzie, ale całkiem dopuszczalna interpretacja prowadzi do wniosku, że niewypłacanie wynagrodzenia wcale nie jest żadnym przestępstwem.

W kodeksie karnym jest art. 218 który dotyczy naruszania praw pracownika. I  w tymże artykule jest paragraf 3 zgodnie z którym  pracodawca który będąc zobowiązany orzeczeniem sądu do wypłaty wynagrodzenia za pracę lub innego świadczenia ze stosunku pracy obowiązku tego nie wykonuje, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 3. Każdy prawnik powie, w ramach wykładni tego przepisu, że „normalne” niepłacenie pracownikowi żadnej karze nie podlega. Jest co najwyżej przesłanką do podnoszenia roszczenia.

Oczywiście, ktoś powie, że ten wzorzec myślenia jest odpowiednikiem standardu cywilistycznego, gdzie przecież także niewykonanie zobowiązania nie jest przestępstwem. Myślę jednak, że nawet najmniej lewicowo myślący zgodzą się z oceną, że są to jednak sytuacje nieporównywalne. Cały kodeks pracy jest w gruncie rzeczy stworzony z myślą o tym, że stosunki pracy nie są stosunkami opartymi na równości podmiotów, z której to przyczyny przepisy kodeksu cywilnego stosuje się w kodeksie pracy jedynie wtórnie i uzupełniająco.

Uważam więc, że ustawowe określenie niewypłacania należnej pracownikom pensji jako czynu karalnego byłoby logicznym rozwiązanie w całym systemie prawa pracy. Ostateczna ocena – czy wynagrodzenie było należne czy nie – we wszystkich sprawach granicznych, które zawsze są argumentem przeciwników radykalnych rozwiązań i tak rozstrzygane byłyby w sądach. Przesłanką odpowiedzialności po stronie pracodawcy byłby nie tylko sam fakt wstrzymania wypłaty wynagrodzenia ale także umyślność oparta na uzasadnionej świadomości, że wynagrodzenie jest należne.

Jak wspomniałem, przy obecnej koniunkturze na rynku pracy przypadków, w których pracodawca z premedytacją wstrzymuje czy też odmawia wypłatę wynagrodzenia jest z całą pewnością mniej, ale i tak z całą pewnością są. Przepisy prawa karnego nie są natomiast tylko po to, by ludzi karać, ale też po to, by wyznaczać standard zachowań, których nie akceptujemy wszyscy, jako tak zwane społeczeństwo.

W tym sensie stosunki pracy zasługują na to, by traktować je z wrażliwością tradycyjnie nazywaną lewicową. Przy przymiotnikach jednak bym się nie upierał.

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry