Problem z nielegalnym dowodem

Felieton Michała Tomczaka dla dziennika „Rzeczpospolita” z dnia 15 marca 2018 roku (dodatek: Kadry i Płace).

Wyrok, jaki zapadł 9 stycznia 2018 r. w sprawie López Ribalda i inni, wydany przez Europejski Trybunał Praw Człowieka (skarga nr 1874/13), jest klasycznym wyrokiem aksjologicznym. Prawo jest tu stosowane uzupełniająco lub, by tak rzec, dla niepoznaki. Trybunał orzeka bowiem często w sprawach, w których żadnego konkretnego prawa po prostu nie ma.

Wbrew uproszczonym informacjom, wyrok ten składa się z dwóch części. Jedna stanowi kompromis wobec drugiej. Sens tego kompromisu wydaje się wielce wątpliwy, ale i jemu warto się przyjrzeć.

Na gorącym uczynku

Skarżące pracowały na kasie w supermarkecie w Hiszpanii. Supermarket notował manko i podejrzewał kradzieże. Pracodawca zainstalował kamery – część jawnych, oznaczonych, nakierowanych na klientów, część ukrytych, nakierowanych na kasy. O zainstalowaniu tych ukrytych pracownicy nie zostali poinformowani. Kamery zarejestrowały kradzieże dokonywane przez kasjerki, za co zostały zwolnione z pracy.

Część kasjerek podpisała ugody, w których zobowiązały się nie zaskarżać zwolnienia w zamian za niezłożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Dwie nie podpisały ugody i zaskarżyły wypowiedzenie z  powodu naruszenia prywatności. To ich dotyczy pierwsza część wyroku. Wszystkie instancje sądowe w Hiszpanii oddaliły to powództwo przyjmując, że zastosowany środek był uzasadniony, konieczny i proporcjonalny do ochrony interesów pracodawcy.

Prawo do prywatności...

Skarga do ETPCz została oparta na art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (EKPCz). Dotyczyła naruszenia prawa do prywatności przez monitorowanie kasjerek za pomocą ukrytych kamer.

Trybunał w Strasburgu zajął – niejednomyślnie – inne stanowisko niż sądy hiszpańskie. W orzeczeniu oparł się głównie na hiszpańskich przepisach o ochronie danych osobowych. Zgodnie z nimi podmiot danych musi być w każdym przypadku poinformowany o zamiarze i sposobie przetwarzania danych.

Dodajmy, że w hiszpańskim kodeksie postępowania w sprawach z prawa pracy istnieje przepis, który pozwala pracodawcy monitorować pracowników w zakresie prawidłowego wypełniania obowiązków.

Monitoring nie może jednak uchybiać godności osobistej tych osób.

...nad znaczeniem własności

W warunkach prawa pracy znajdą się przepisy w kwestii ochrony prywatności na każdą sytuację i można ich używać w każdą stronę. Pytanie, którym przepisom nada się wyższą moc. Nie wynika to z obiektywnej hierarchii tych przepisów, tylko z „konstytucyjnego" ważenia znaczenia poszczególnych wartości.

Mam tu zasadnicze wątpliwości. Weźmy bowiem pod uwagę to, co najważniejsze. Kasjerki kradły. Kradzież udowodniono. Czy w europejskim katalogu ochrona prywatności powinna być stawiana wyżej niż naruszenie własności? I to przez pracowników, którzy z racji pełnionej funkcji kasjera winni być obdarzeni szczególnym zaufaniem?

Uzasadnienie wyroku w pierwszej części jest, by tak rzec, niepewne i meandryczne. Pojawia się pogląd, że interes pracodawcy mógłby być zabezpieczony inaczej, bez ingerencji w prywatność. Tylko jak?

W zasadniczej prawniczej części ta część wyroku została uzasadniona hiszpańskimi przepisami o danych osobowych. Wygląda to raczej naiwnie – sąd na siłę szukał zaczepienia w normie. Znalazł, ale słabe.

Tylko jeden sędzia z siedmioosobowego składu, wybitny prawnik ukraiński rodem z Zytomierza, Dymitryj Dedov, zgłosił zdanie odrębne, bardzo mi zresztą bliskie. Powołał się na cytat z Aleksandra Sołżenicyna, że społeczeństwa zdrowe nie mogą żyć bez skruchy i potępienia, w przeciwnym razie są jak dąb ze zgniłym pniem – jeszcze stoi, ale nie przetrwa długo. Czy to oznacza, że myślenie (nie tylko prawnicze, ale i moralne) z naszej części Europy jest na tyle inne, że kradzież tak bardzo uznajemy za zasługującą na potępienie, iż ochrona prywatności złodziejowi już nie przysługuje? Czy prywatność, tak roszczeniowo i „zasłonowo" rozumiana, jest więcej warta, niż ochrona nie tylko własności, ale i podstawowego porządku prawnego opartego na jego nienaruszaniu? Kto bowiem pierwszy naruszył prawo, ten ogranicza swoje uprawnienie do ochrony.

W tym sensie wyrok Trybunału jest na swój sposób rozbrajający. Jednocześnie jednak podpowiada, że kierunek poprawności politycznej, w którym zmierza Europa, jest dla wielu z nas zwyczajnie niezrozumiały. Może jesteśmy na zbyt wczesnym etapie kapitalizmu i rozwoju własności prywatnej, może na dalszym etapie kradzież przestaje być kradzieżą i są, kto wie (przepraszam za tandetną ironię) uspołecznieniem własności?

Wygodne milczenie

Uzupełnieniem tej dwuznaczności jest druga część wyroku w sprawie López Ribalda. Otóż te kasjerki, które kradły, ale podpisały ugodę, miesiąc później wystąpiły z odwołaniem od wypowiedzenia (do którego nieskładania się zobowiązały). To też interesujący przykład rozwoju myślenia w stronę wolności pracowniczej, która odrzuca wszelkie zasady. Postawione przez nie zarzuty uzasadniały naruszeniem art. 6 EKPCz, gwarantującej prawo do uczciwego postępowania sądowego.

Kasjerki twierdziły, że nie mogły być zwolnione, skoro dowód z ukrytych kamer został uzyskany w sposób nielegalny, a ponadto – że ugodę zawarły pod przymusem.

Sądy hiszpańskie wszystkich instancji odrzuciły tę argumentację. Co ciekawe – ostatecznie argumentację tę odrzucił także Trybunał, mimo że dowód z ukrytych kamer został uzyskany z naruszeniem art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, co – jak się wydaje – wynika jasno z pierwszej części orzeczenia. Trybunał uznał, że nie miało to wpływu na rzetelne prowadzenie postępowania. Co więcej, nie  wypowiedział się ani słowem co do oceny legalności dowodu z ukrytych kamer dla celów hiszpańskiego postępowania.

Podobnie zresztą Trybunał uznał, że brak było dowodów na to, że ugody zakwestionowane przez pracownice zostały zawarte pod przymusem.

Zdaniem autora

Dwuczęściowy wyrok Trybunału należy rozumieć tak: zainstalowanie ukrytych kamer narusza prywatność z punktu widzenia ochrony danych osobowych, ale korzystanie z takiego dowodu nie prowadzi do naruszenia zasady rzetelnego procesu. Innymi słowy w pierwszej części orzeczenia mamy tezę sztandarową, zgodnie z którą ochrona prywatności jest ważniejsza niż ochrona przed kradzieżą. Druga część wyroku mówi z kolei, że przed kradzieżą pracodawca może się bronić także za pomocą metod sprzecznych z ochroną prywatności. Przykro mi, ale zwykły pracownik nie będzie w stanie z takiego wyroku wyprowadzić żadnych sensownych wniosków. Ja w każdym razie jako prawnik jasnej konkluzji tu nie znajduję.

 

Michał Tomczak

Zajmuje się zarządzaniem projektami prawniczymi, transakcjami, w tym zwłaszcza nieruchomościowymi; specjalizuje się także w prawie sportowym, w ochronie danych osobowych i w innych specjalistycznych dziedzinach prawa korporacyjnego.

Czytaj dalej...

 Do góry